Wielki Piątek

  • Dzisiaj wszystko jest inaczej. Dzisiaj nie sprawujemy Mszy św. Liturgia koncentruje się na Słowie Bożym i adoracji krzyża. Inaczej niż jesteśmy przyzwyczajeni.
  • Dzisiaj wszystko jest inaczej. Wszechmogący Bóg, który stał się człowiekiem, bo mógł i chciał, dał się przybić do krzyża. Bezsilny, bezbronny, zdradzony, podstępnie pojmany, opuszczony przez swoich, niesprawiedliwie osądzany i skazany na okrutną śmierć. Słaby Bóg, który ponosi porażkę, nawet klęskę. Inaczej niż być powinno .
  • Dzisiaj wszystko jest inaczej. Świat wciąż pogrążony w pandemii. Wciąż tak wiele osób umiera na covid.  Mimo szczepionki, mimo morderczej pracy tak wielu osób i służb, nie możemy sobie poradzić z tym koronawirusem. Obostrzenia, dystans, maseczki. Inaczej niżbyśmy chcieli.
  • Wielki Piątek pomaga nam zobaczyć, jak często tak wielu rzeczy i doświadczeń w naszym życiu nie rozumiemy i nie mamy na nie wpływu, Nie chodzi wcale o to, że się za mało staramy, że to nasza wina albo, że spada na nas jakaś kara, ale taka jest prawda o naszym istnieniu tutaj na ziemi. Jesteśmy słabi, choć łatwo o tym zapomnieć ulegając iluzji wszechmocy.
  • To może dobrze, że tak boleśnie przekonujemy się, że jest nie tak, jak byśmy chcieli i oczekiwali. Modlimy się o ustanie pandemii, a od roku Pan Bóg nie odpowiada na nasze wołanie. Jego milczenie wobec tak wielkiego cierpienia i śmierci tylu osób jest bardzo trudnym doświadczeniem dla naszej wiary.
  • Choć św. Jan o tym nie napisał, ale pamiętam dobrze opis pasji Jezusa według św. Marka, który usłyszeliśmy w Niedzielę Palmową. Jezus na krzyżu wołał: Boże mój Boże czemuś mnie opuścił… Te słowa, które choć są początkiem modlitwy, a kończą się wyznaniem ufności w Bogu, pozostają bardzo dramatyczne i niełatwe do wytłumaczenia.
  • Jezus umiera w największej samotności, zstępuje do piekieł nie tylko w znaczeniu pójścia do świata zmarłych, których ma wypuścić na wolność, ale w jakiś tajemniczy, dostępny tylko Bogu sposób dotyka największego ludzkiego cierpienia, bycia w izolacji, braku więzi, zerwanych relacji. Jest dokładnie tam, gdzie ktoś przeżywa nieobecność Boga, gdzie nie czuje Jego bliskości i miłości. Umierając na krzyżu, Jezus przeżywa dokładnie to, co ktoś, kto traci sens swojego życia, kto czuje się odrzucony, niewysłuchany w swoim wołaniu o pomoc. Opuszczony bez wsparcia.
  • Jezus nie idzie tam, aby pocieszać i łagodzić to doświadczenie, ale w całkowitym milczeniu jest solidarny z tymi, którzy nie radzą sobie już z niczym i dlatego tracą wiarę. Nie decyduje się, aby dzielić taką samotność, aby coś nam wytłumaczyć, ale żeby w samym środku nocy, grzechu, śmierci być z nami.
  • Krzyż Jezusa, który dzisiaj będziemy adorować jest więc znakiem, że Bóg jest z nami zawsze, nawet kiedy nam zupełnie brak wiary w Jego działanie i nie doświadczamy Jego wsparcia. Krzyż Jezusa jest znakiem, że Bóg wie o naszej kondycji, rozumie nasze przygnębienie, zmęczenie, smutek po śmierci bliskich osób, które przez covid odeszły przedwcześnie.
  • Dlatego tak bardzo jest nam potrzebny ten Wielki Piątek, ten krzyż, właśnie teraz, kiedy męczy nas bardzo ta pandemia. Nie chodzi jednak o szybkie pocieszenie i zachętę do cierpliwości. Powtarzanie w kółko: kiedyś się to wreszcie skończy. Wytrzymajcie.  To byłoby zbyt proste i powierzchowne. A to nie jest styl Boga.
  • Ten nasz WIELKI PIĄTEK, ciągnie się niemiłosiernie, z krótkimi momentami ulgi, od ponad 12 miesięcy. Nie wiemy, co jeszcze przed nami i ile jeszcze czasu będziemy żyli w tym innym, pandemicznym świecie. Nawet nie mamy pojęcia, czy wrócimy jeszcze kiedyś do świata który znaliśmy wcześniej. Bez maseczek, bez dystansu społecznego, bez codziennych informacji o nowych zakażonych i o nowych zmarłych.
  • Dlatego tak bardzo jest nam potrzebny ten Wielki Piątek i ten krzyż, który ustawimy niebawem w centrum naszej liturgii. Właśnie dlatego, żeby na naszej drodze w ciemności nie stracić wiary i ufności, że Bóg jest z nami. Choć inaczej niż być może chcielibyśmy, żeby był i działa.
  • Skoro Jezusa przeszedł dla nas przez wszystkie tortury tamtego piątku, to teraz jest z nami, kiedy my przeżywamy swoje mniejsze, czy większe męki. On przecież jest Panem, Królem (jak powiedział przed chwilą do Piłata) także, kiedy umiera na krzyżu, nie tylko wtedy kiedy uzdrawiał i wskrzeszał.
  • Wszystko jest po coś, także Wielki Piątek, także każdy krzyż, każde doświadczenie. Zdrowie i choroba, powodzenie i porażki, życie i śmierć. Wszystko z Bogiem może być po coś.
  • Jak usłyszeliśmy w Ewangelii, zanim Jezus wypowiedział ostatnie słowo na krzyżu: Wykonało się… Powiedział, PRAGNĘ. I choć w odpowiedzi na to, co powiedział podano mu do ust ocet na gąbce, to jednak istnieje głębokie przekonanie, że w Jezusowym PRAGNĘ nie chodziło tylko, o to że chce mu się pić. Tym swoim PRAGNĘ, powiedział coś zdecydowanie więcej, objawił coś NAJWAŻNIEJSZEGO.
  • Bóg niezależnie od tego, co się z nami, w nas i wokół nas dzieje, bardzo PRAGNIE w tym wszystkim być obecny. PRAGNIE nas, to znaczy że chce nas nie tego, co dobrego i pięknego możemy mu dać. PRAGNIE, to znaczy rozumie, to znaczy, że jest w naszej samotności i bezradności. PRAGNIE, czyli tęskni i czeka, kiedy nas z Nim nie ma. PRAGNIE nas odnaleźć, PRAGNIE z nami być.
  • Wielki Piątek, to także taki dzień, kiedy odkrywając PRAGNIEINE Jezusowego przebitego Najświętszego Serca, sami możemy słuchać jakie duchowe pragnienia pojawiają się w nas. Jest szansa, że JEGO PRAGNIENIE poruszy nas i będzie budzić nasze pragnienia.
  • A pragnienie Boga, to już wiara.

ks. Marek Chmielniak SAC